Polecana literatura
Serce Bieszczadów!

Posts Tagged ‘Bałtyk’

Mielno

Mielno to jeden z popularniejszych nadbałtyckich kurortów młodszym turystom znany pewnie głównie jako miejscowość dyskotekowa i imprezowa. Jednak sama gmina Mielno kryje w sobie coś więcej niż tylko bary i dyskoteki, dlatego postanowiliśmy się tam wybrać na krótką wycieczkę.

Do Mielna dojazd jest oczywiście najłatwiejszy z Koszalina. Zanim jednak wsiądziemy do samochodu czy busa warto zastanowić się czy jest to najlepszy sposób na dotarcie do Mielna. Droga tam prowadząca nie jest wysokiej klasy autostradą, a chętnych żeby dojechać nad Bałtyk nie brakuje. Latem droga jest notorycznie zakorkowana, co sprawie, że pokonanie kilkunastu kilometrów zajmuje godzinę, a nawet więcej. W sezonie do Mielna najłatwiej dostać się pociągiem, który z Koszalina dociera do Mielna w kilkanaście minut omijając wszystkie korki. Wygodny, choć momentami zatłoczony, szynobus zatrzymuje się niemal w samym centrum Mielna, skąd można w kilka minut dotrzeć na plażę czy w inne ciekawe miejsca. Pociągiem można przewozić rowery (są specjalne haki), ale żeby się zmieścić warto przyjść na dworzec trochę wcześniej, bo w sezonie na niektórych kursach trudno do pociągu wcisnąć szpilkę, nie mówiąc o rowerze.

W samym Mielnie na plażę prowadzi szeroka promenada oblepiona tysiącem budek z „pamiątkami z nad morza”. U zwieńczenia promenady na plaży wita nas pomnik morsa, który symbolizuje Mielno jako stolicę polskich morsów organizujących tu corocznie swoje zloty – oczywiście zimą. Nad promenadą zbudowano niedawno niewielki taras z kładką, skąd można podziwiać np. zachody słońca. Plaża we wszystkich kurortach bałtyckich – w tym w Mielnie i okolicach – jest w sezonie zakorkowana niemal jak droga nad morze. Woda w tych rejonach Bałtyku nie należy do najcieplejszych, ale kąpiel polecamy. Wypoczynek na plaży strzeżonej „urozmaica” radiowęzeł, który podaje aktualne komunikaty pogodowe oraz reklamy :)

Plażą warto udać się spacerem do niepozornego Unieścia, gdzie warte uwagi jest nie tylko niewielkie drewniane molo, ale przede wszystkim przystać rybacka. Na przystani wśród kutrów rybacy pobudowali mnóstwo wędzarni a zapach wędzonej ryby nie pozwala przejść obojętnie. Świeża rybka – czy to smażona, czy wędzona to nieodłączny element każdej wyprawy nad morze. W Unieściu doznania kulinarne są potęgowane przez wyjątkowy klimat rybackich „uliczek” i wszechobecny dym z wędzarni. Zdecydowanie polecamy posiłek w jednej z smażalni/wędzarni.

Mielno z Unieściem częściowo łączy nadmorska promenada (jej fragment jest aktualnie niedostępny – trudno powiedzieć czy to robota żywiołu morskiego, czy Urzędu Morskiego). Na promenadzie stoi pomnik lotników w formie statecznika samolotu z polską szachownicą. Pomnik upamiętnia pamięć lotników, którzy zginęli w wypadku lotniczym w wodach Bałtyku w pobliżu plaży podczas lotu ćwiczebnego 7 września 1987 r.

Symbolem Mielna jest jeleń. Pomnik jelenia znajduje się na placu w centrum miejscowości przed Urzędem Gminy. Pomnik ufundowany niegdyś przez nieznanego ziemianina jako pamiątka udanych łowów jest dziś obowiązkowym miejscem, gdzie turyści robią zdjęcia.

Jedną z największych atrakcji turystycznych gminy Mielno jest latarnia morska w Gąskach. Latarnia ta – druga co do wielkości w Polsce (50,2 m wysokości) – wybudowana została na przełomie 1877/78 w trakcie jednej zimy.Światło latarni widoczne jest z odległości 19,5 mili morskiej czyli ok. 36 km. Latarnia jest oczywiście w sezonie udostępniana turystom jednak trzeba pamiętać o godzinach zwiedzania: między 10:00 a 13:30 oraz między 15:00 a 20:00.

Na terenie gminy Mielno leży atrakcyjne jezioro Jamno – 9 pod względem wielkości w Polsce. Jezioro odcięte od Bałtyku mierzeją jest połączone z morzem kanałem Jamneńskim. Jest to akwen wyjątkowo atrakcyjny dla wędkarzy, ale nawet jeśli nie wędkujemy to warto zrobić sobie wycieczkę statkiem spacerowym po tafli jeziora. Podróż trwa 45 minut, a zaczyna się z przystani przy pomoście klubu morskiego „Tramp” w Mielnie.

Trochę rozczarowała nas oferta kulinarna w samym Mielnie. Mimo, że jest to miejscowość nadmorska więcej tu kebabów i hot-dogów niż smażalni ryb. Ale pewnie licznym turystom to nie przeszkadza…

Gminę Mielno najłatwiej zwiedzać chyba na rowerze. Można je wypożyczyć w kilku miejscach, a szlak rowerowy biegnie wzdłuż całego wybrzeża. Dlatego Mielno jest ciekawą propozycją dla wszystkich turystów, również tych, którzy chcą aktywnie spędzić czas.

Koszalińska Kolej Wąskotorowa

Koszalińska wąskotorówka, niegdyś będąca częścią potężnej sieci kolei wąskotorowych na Pomorzu Zachodnim, obchodzi w tym roku 113 lat istnienia. Budowa kolei rozpoczęła się w 1898 roku. W czasach niemieckich wybudowano i oddano do użytku kilka odcinków m.in. Koszalin – Manowo – Nacław, Manowo-Świelino-Bobolice, Świelino-Białogard, Białogard-Rarwino. Po II wojnie światowej Armia Czerwona zniszczyła całą infrastrukturę, która jednak została dość szybko odbudowana ze względu na budowę lotniska w Zegrzu Pomorskim. Odbudowano odcinek Koszalin – Manowo – Świelino – Bobolice, a później odcinek Białogard-Rarwino-Lepino-Sławoborze. Kolejkę przekuto na rozstaw 1000 mm dostosowując ją do funkcjonującego powszechnie na tych terenach standardu.

Koszalińska Kolej Wąskotorowa jako część Pomorskich Kolei Dojazdowych służyła zarówno jako środek transportu osobowego, jak i towarowego. Istniała do 2001 r. kiedy to PKP zamknęły wszystkie działające koleje wąskotorowe w Polsce. Od 2005 roku kolejka znajduje się pod opieką Towarzystwa Miłośników Koszalińskiej Kolei Wąskotorowej, które jest aktualnie oficjalnym operatorem kolejki. Wolontariusze działający w towarzystwie doprowadzili do przywrócenia kursowania pociągów na trasie Koszalin – Manowo – Koszalin i ocalili od całkowitej dewastacji kilkunasto kilometrowy odcinek trasy.

Dzisiaj kolejka stanowi przede wszystkim ciekawą atrakcję turystyczną, jeszcze nie w pełni wykorzystaną. Wśród wykorzystywanego taboru znajduje się wagon motorowy MBxd2 dość popularny na polskich wąskotorówkach oraz rumuńska lokomotywa spalinowa Lxd2. Aktualnie kolejka jeździ na odcinku 12 km. Trasa wiedzie przez ciekawe przyrodniczo zakątki Pomorza Środkowego. Zamiarem operatora jest odbudowa torów i przywrócenie kursowania kolejki na odcinku do Rosnowa – miejscowości o charakterze wypoczynkowym, położonej nad jeziorem Rosnowskim, gdzie znajdują się ośrodki wypoczynkowe, pola namiotowe i miejsca do biwakowania. Na razie trwa odbudowa odcinka od Manowa do Rosnowa, zaś kolejka w wakacje kursuje co niedziela z Koszalina do Manowa. W okresie pozawakacyjnym organizowane są jednorazowe kursy (np. we wrześniu na grzyby) oraz przejazdy specjalne na zamówienie. Warto tu zawitać po pierwsze żeby zapoznać się z odchodzącym światem małych kolei, a po drugie doświadczyć osobiście jak wiele można osiągnąć poprzez działalność wolontariuszy, upór i ciężką pracę.

Wyspa Uznam

Przez lata do Świnoujścia najłatwiej można było dotrzeć wodolotem. Jak wiadomo pociąg dojeżdża do prawobrzeżnej części miasta, czyli tam gdzie znajduje się dworzec morski, skąd odpływają promy do Skandynawii. Samochodem jedzie się nad zachodnie wybrzeże coraz lepiej, ale przeprawa promowa na lewobrzeżną część Świnoujścia wciąż jest niewydolna – zwłaszcza w sezonie. Tunel który rozwiązałby problemy miasta wciąż pozostaje niestety w kategoriach science fiction.

Od kilku sezonów niemiecki armator przywrócił stałe połączenie wodolotem ze Szczecina do Świnoujścia. Nie da się ukryć, że jest to obecnie najszybsza i najwygodniejsza forma podróżowania do Świnoujścia. Niestety także najdroższa. Kurs w jedną stronę kosztuje 55 zł dla osoby dorosłej, a dla całej rodziny 144 zł (2 dorosłych + max 3 dzieci). Wysoką cenę rekompensuje jednak zarówno krótki czas podróży (1 godzina i 15 minut), jak też fakt, że z wodolotu wysiada się prawie w samym centrum miasta. I można od razu kierować się na plażę, zwiedzać miasto, albo zrobić tak jak my – czyli wsiąść do pociągu niemieckich kolei Usedomer Baderbahn i w kilkanaście minut znaleźć się w innym świecie. (Więcej zdjęć z wizyty na kolei UBB znajduje się w galerii).

Wyspa Uznam tylko w piątej części należy do Polski. Pozostała część jest niemiecka, co łatwo dostrzec przechodząc lub przejeżdżając przez granicę. Dziś pokonanie granicy jest prawie niezauważalne. Ze Świnoujścia do niemieckich kurortów prowadzi nowa elegancka promenada przeznaczona dla pieszych oraz rowerzystów. Na granicy państw postawiono symboliczny pomnik, a na chodniku z polbruku oznaczono linię graniczną. Pas dzielący niegdyś oba państwa dziś jest ścieżką spacerową, a po ogrodzeniach zostały same słupki. Na niemiecką stronę wyspy Uznam warto udać się pociągiem. Nowoczesny skład pokonuje trasę wzdłuż kolejnych kurortów. Za kilka euro można przejechać parę przystanków po to by wrócić do Świnoujścia pieszo lub rowerem (pociąg jest oczywiście przystosowany do przewozu rowerów). Częstotliwość kursowania jest zaskakująca: równo co pół godziny ze stacji Świnoujście Centrum odjeżdża pociąg w kierunku Stralslundu.

Heringsdorf i Ahlbeck są kurortami położonymi najbliżej Świnoujścia. Doskonale zadbane, czyste, uporządkowane. Niemiecki ordnung widać wszędzie: na chodnikach, ulicach, na prywatnych posesjach w hotelach i pensjonatach. Przycięte trawniki, równe żywopłoty, ułożone w regularne rzędy leżaki. Tym co zaskakuje jednak najbardziej jest cisza i spokój. Pomimo wielości turystów odwiedzających popularną wśród Niemców wyspę Uznam, brak na promenadzie hałaśliwych sprzedawców kukurydzy czy jarmarcznych straganów. Można tu rzeczywiście wypocząć. Niemal w każdej miejscowości na plaży jest molo. Nierzadko zabudowane kawiarniami czy małymi pasażami handlowymi.

Spacer wzdłuż promenady zabudowanej eleganckimi pensjonatami i hotelami jest też wyjątkowym przeżyciem estetycznym. Podobnie jak podróż niemieckim pociągiem, gdy wysiada się na zadbanych stacyjkach, czystych, nienagannie zorganizowanych.

Wszystko to jest dostępne na wyciągnięcie ręki – kilka kilometrów od Świnoujścia. Błędem byłoby jednak niedocenienie polskiej części wyspy Uznam. Świnoujście robi pozytywne wrażenie. W szczególności najszersze w Polsce i chyba w Europie piaszczyste plaże. Promenada w Świnoujściu też jest atrakcyjna – szeroka i jak na polskie warunki zadbana. Miasto duże, w którym znajdzie się coś dla ciała i coś dla ducha. Warto polecić wizytę w odkrytych na nowo  kilka lat temu, a  przez lata zapomnianych, fortyfikacjach. Dostępny do zwiedzania jest fort Gerharda – XIX-wieczna fortyfikacja obronna. Niedaleko niej można odwiedzić najwyższą nad  Bałtykiem latarnię morską. Mierzy 68 metrów wysokości, a została wybudowana w połowie XIX wieku.

Trzebiatów i Rega

Kilkanaście kilometrów od Bałtyku na Pomorzu Zachodnim na trasie kolejowej łączącej Kołobrzeg z Goleniowem i Szczecinem położone jest urokliwe niewielkie miasteczko Trzebiatów. Miasteczko ma korzenie średniowieczne. Do dziś zachowała się spora część dawnych murów obronnych i jedna baszta Kaszana. Kilka wieków temu Trzebiatów był znaczącym ośrodkiem handlu, należał do związku miast hanzeatyckich i konkurował z okolicznymi Gryficami i Kołobrzegiem. Dzisiaj nie jest może już tak istotnym ośrodkiem gospodarczym, jednakże wartym odwiedzenia miejscem – w szczególności polecanym turystom spędzającym wakacje nad polskim morzem w dni, gdy pogoda nie rozpieszcza.

W Trzebiatowie warto przede wszystkim wstąpić na rynek – zadbany  i zorganizowany. Pośrodku rynku posadowiony jest elegancki klasycystyczny ratusz wybudowany w początkach XVIII wieku. Na ścianie jednej z kamienic znajdujących się na rynku w XVII wieku naniesiono malunek – słonia. Obraz wykonano metodą sgrafitto i zachował się on do dzisiejszych czasów w całkiem niezłym stanie. Nad rynkiem góruje wyniosły XIII-wieczny kościół gotycki Macierzyństwa NMP. Jego charakterystyczną cechą jest wysoka na 90 metrów wieża – w średniowieczu pełniącą rolę latarni morskiej a dziś funkcjonującą jako punkt widokowy owiany złą sławą przez osoby, które korzystając z tego miejsca kończą gwałtownie swój żywot.  Na wieży znajduje się jeden z najstarszych dzwonów w Polsce pochodzący z 1399 r. Kościół jest dziś sanktuarium Maryjnym Matki Bożej Trzebiatowskiej z ciekawym wyposażeniem gotyckim.

Trzebiatów jest miejscem styku kilku kultur i religii. To w tym mieście w 1534 r. odbył się sejmik książąt pomorskich, którzy zadecydowali wtedy o przyjęciu luteranizmu, który w następnych wiekach stał się dominującą na Pomorzu religią. Po II wojnie światowej w ramach akcji „Wisła” na tereny Pomorza Zachodniego, w tym do Trzebiatowa, przesiedlono ludność ukraińską z Podkarpacia i Chełmszczyzny. Stąd w Trzebiatowie funkcjonuje do dziś cerkiew prawosławna. Obok niej działalność duszpasterską prowadzi kościół greckokatolicki oraz kościół ewangelicko-augsburski.

Miejscem kultywowania tradycji mieszkańców Trzebiatowa i okolic jest pałac nad Młynówką. Jest to klasycystyczna budowla pochodząca z XIII wieku, wielokrotnie przebudowywana i rozbudowywana. Obecny kształt pałacowi nadała przebudowa z XVIII wieku, kiedy to budowli nadano cechy klasycystyczne. W pałacu mieści się dziś ośrodek kultury i biblioteka publiczna.

Miasteczko położone jest w dolinie Regi. Rzeka, która już kilkukrotnie stanowiła dla mieszkańców Trzebiatowa poważne zagrożenie powodziowe, stanowi dziś ciekawą atrakcję turystyczną. W ostatnich miesiącach wzdłuż rzeki na odcinku od Płot, poprzez Gryfice, Trzebiatów do Mrzeżyna, zbudowano cztery przystanie kajakowe z pełnym zapleczem sanitarnym i turystycznym. Przy przystaniach znajdują się pola biwakowe, na których nieodpłatnie (poza Mrzeżynem gdzie pole namiotowe jest płatne) można rozbić namiot i przenocować. Jedynie w Płotach nocować można w budynku, gdyż na zewnątrz nie ma odpowiednio dużo miejsca na rozbicie namiotu. Jest to fantastyczna infrastruktura do uprawiania kajakarstwa. Rzeka na odcinku od Trzebiatowa do Mrzeżyna jest łagodna i łatwa. Nadaje się dla kajakarzy początkujących, a nawet dzieci. Rega okala najpierw cały Trzebiatów, a później wije się wśród pól i uchodzi do Bałtyku w Mrzeżynie. Spływ kajakiem można zakończyć na przystani w Mrzeżynie przed mostem i portem. Spływy organizują dość sprawnie funkcjonujące w tym terenie firmy kajakowe, które zapewniają transport osób i kajaków do dowolnej przystani na całym dostępnym odcinku Regi. Jest to doskonała forma spędzania wolnego czasu dla całej rodziny i może stanowić alternatywę do leżakowania na zatłoczonych plażach.

Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie

Co roku na przełomie lipca i sierpnia Wolin zamienia się we wczesnośredniowieczny gród tętniący życiem. W drewnianych chatach i płóciennych namiotach zamieszkują Wikingowie i Słowianie, w kramach sprzedają swoje wyroby z drewna, gliny, metalu oraz tkaniny. Odbywają się pojedynki i walki na wodzie i na lądzie…

W tym roku po raz siedemnasty na Wolinie odbył się Festiwal Słowian i Wikingów. Impreza z roku na rok staje się coraz bardziej popularna. Stąd też coraz barwniejsze tłumy „przebierańców” jak i zwykłych turystów. Festiwal jest jedyny w swoim rodzaju między innymi przez to, że po przekroczeniu bramy grodu wchodzi się do zupełnie innego świata, świata średniowiecznego. Jest tu oczywiście pełno handlarzy, ale wszystko co można tu nabyć, czy do jedzenia, czy do zabawy, czy do ubrania nawiązuje do minionych czasów. Wszyscy uczestnicy noszą stroje z epoki, nie widać tandetnych chińskich gadżetów. Oczywiście Festiwal to nie tylko jarmark. Tu przez cały czas odbywają się ciekawe wydarzenia. Raz jest to bitwa morska, raz pojedynki wojów, przedstawienie teatralne, słowiański obrzęd zaślubin, targ niewolników, gry i zabawy, czy wielka bitwa na polu. Nie sposób się tu nudzić. Festiwal to niesamowita, żywa lekcja historii, bo wszystkiego można dotknąć, poczuć, zobaczyć. Warto przystanąć na chwilę przy stanowiskach rzemieślników i podpatrzeć ich pracę, posłuchać dawnej muzyki wydobywającej się z zapomnianych zupełnie instrumentów. Można również wejść na replikę łodzi Wikingów i choć przez chwilę poczuć się jak dawny woj.

Mimo, że mieszkamy blisko Wolina w tym roku przyjechaliśmy tu po raz pierwszy. Postanowiliśmy jednak wracać tu co roku, bo miejsce to cudownie nas oczarowało. Warto tu przyjechać nie tylko na Festiwal. Przez cały rok jest tu czynny skansen, który można zwiedzać i również przyglądać się dawnym sposobom wyrabiania naczyń, broni, tkanin, itp.

Rewal

Chociaż  nad morzem spędzamy co roku trochę czasu, w te wakacje po raz pierwszy odkryliśmy Rewal. To nadmorskie miasteczko położone jest na klifie, co już samo w sobie stanowi atrakcję. Na klifie zrobiono promenady, którymi można spacerować i podziwiać zachody słońca i latające mewy. Szkoda tylko, że taką ścieżką nie da się przejść wzdłuż całej miejscowości – w kilku miejscach promenada „zbacza z kursu” i trzeba wejść do „centrum” miejscowości. Ale może jest to zrobione specjalnie, żeby również sklepikarze mieli okazję zarobić.

Cała gmina zrobiła na nas pozytywne wrażenie. Widać, że wszystkie inwestycje mają na celu poprawę komfortu nie tylko turystów, ale również stałych mieszkańców.

W Rewalu znajduje się nieduży amfiteatr, w którym w sezonie prawie codziennie odbywają się jakieś imprezy. Przekrój artystów jest bardzo szeroki od Dody po Smookie i wszelkie kabarety.  Ceny najczęściej nie są wygórowane.

Gmina bardzo promuje jazdę na rowerze. W Rewalu i okolicach powstaje wiele ścieżek rowerowych. Istnieje możliwość wypożyczenia dwóch kółek, choć w tym przypadku, chyba lepiej zabrać bicykla z domu niż płacić spore pieniądze za wypożyczenie.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że oferta gastronomiczna jest szeroka, ale po kilku dniach zaczyna do jadłospisu wdzierać się monotonia. Najwięcej jest oczywiście smażalni ryb (olej nie zawsze jest świeży), kebabów i innych fast foodów. Gorzej jeżeli ktoś ma ochotę na „normalne” jedzenie. Raptem kilka knajpek serwuje na tyle dobre jedzenie, by chciało się tam wrócić.

Rewal jest dosyć rozległym miasteczkiem. Dzięki temu łatwo zgubić tłum urlopowiczów, którzy wieczorami okupują kilka uliczek zapełnionych kramami i pijalniami piwa. Można tu zarówno imprezować jak i kontemplować morski klimat.

Warto tu wpaść choćby na kilka dni.